15 marca – X Maniacka Dziesiątka oczami kobiety, amatorki biegania

Autorką relacji jest Ania Matuszak.

„Wstawaj i walcz” – tak w skrócie telegraficznym można wspomnieć sobotę 15 marca. Warunki atmosferyczne sprawiły, że Maniacka przeszła do historii jako ekstremalnie udana. Na starcie zjawiło się ponad 3 tysiące miłośników biegania (bieg ukończyło 3153 osoby) – zawodowców, amatorów, szaleńców.

Byli tam i „NASI” – Klubowicze Adam Chudzicki, Marcin Janiak, Ryszard Jarmaczyk, Marek Klecz, Radek Matuszak, Marcin Meller, Dawid Krawczyk, Ania Matuszak, Paweł Palacz.
Cele były zróżnicowane od „życiówek” – co przy tym sobotnim wicherku wydawało się szaleństwem, po takie prozaiczne dobiec do mety.

Trasa Maniackiej biegła ulicami: Baraniaka, przez Piotrowo, Mostową, Garbary, Krakowska – Półwiejską, Królowej Jadwigi – Strzelecką, z powrotem Piotrowem, na teren przy Jeziorze Maltańskim.

Długo wyczekiwane dla większości chyba pierwsze zawody w tym roku rozpoczęły się… wystrzał… no to ruszamy…

Pierwszy kilometr minął niepostrzeżenie – fala biegaczy poniosła nas do przodu… nawet wiatr wiejący z każdej możliwej strony nie przeszkadzał. Dużo kibiców na trasie, orkiestry i bębny dawały dodatkowego powera.

To moje drugie zawody, pierwsze które biegłam bez mojego mentora… tym bardziej nie przesadzałam z tempem. Celem było łatwo i przyjemnie przebiec linię METY. Biegnę swoim tempem, brzmiało mi w uszach do tego John Mayer i gra gitara.

Apogeum pogodowe spotkało nas w okolicy Garbar (PRZYNAJMNIEJ MNIE) – Adama pewnie już gdzieś na Malcie. Bądź co bądź przyjemne to nie było – grad w połączeniu z deszczem i po minucie słońcem były ekstremalnym przerywnikiem naszego biegu. Nawet podmuchy wiatru gdzieś umknęły niezauważone. Grad na szczęście szybko zniknął a cel nadal pozostawał jeden – Meta.

Adam - tuż przed metą

Adam – tuż przed metą

Na piątym kilometrze pojawiły się kolejne niespodzianki – mega wielkie kałuże. Niektórzy próbując skakać źle na tym wychodzili… Bez wielkiego namysłu wybrałam opcje omijania bądź wpadania w sam środek. Gorzej było jak biegacze przed Tobą wpadali a ty rykoszetem po nogach.
Na piątce pierwszy raz pomyślałam o Mecie mówię sobie: „jest dobrze… zadyszki brak, lekkie zmęczenie, ale nogi dają radę”. Cały czas biegłam wyznaczając sobie bliskie cele – wybrany punkt na horyzoncie.

Jako ciekawostkę powiem, że na 7 kilometrze spotkałam Jacka Piskorza znanego muzyka (nota bene byliśmy tydzień temu na jego koncercie) i wiecie co było niesamowite, że ten sam człowiek który tak szalał na scenie przy fortepianie, kipiał energią, uśmiechem na biegu opadał z sił, widać było na twarzy potworne zmęczenie. Miałam wrażenie, że ma wypisane na twarzy „mam dość”… Jednak jego napis na koszulce „kto nie biega ten lebiega” dał mi dużo do myślenia… pomknęłam dalej…

Pogoda zaczęła działać na naszą korzyść od ósmego kilometra. Wiatr zaczął wiać nareszcie w plecy-uff… można było myśleć powoli o finiszu. Na 9 km zobaczyłam Radzia śmigającego po mnie. Ostatni kilometr mija jak pierwszy czyli szybko… Jest Meta jest euforia, endorfiny szaleją… zmęczenie mija bezpowrotnie… pojawia się myśl kiedy kolejny bieg… ot taki fenomen biegania.

Radek i Ania

Radek i Ania

Relacja trochę subiektywna przypominająca emocje jak po przebiegnięciu co najmniej Maratonu, ale dla mnie to był mój Maraton, moje zmagania ze swoimi słabościami i niedoskonałościami.
Kolegom gratuluję rewelacyjnych wyników:

  • Adam Chudzicki 34:31,
  • Marcin Janiak 43:47,
  • Ryszard Jarmaczyk 44:54,
  • Marek Klecz 44:58,
  • Radek Matuszak 45:38,
  • Marcin Meller 46:15,
  • Dawid Krawczyk 46:15,
  • Paweł Palacz 52:17.

a sobie gratuluję ukończenia bo kilka dni przed biegiem pojawiały się myśli o bojkocie…
Ania Matuszak 58:46.

Jak przystało na porządnego biegacza mam mocne postanowienia na kolejny zawody – a propos 3 majcie mnie za słowo – poprawa wyniku z Rakoniewic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.