35 Berlin Półmaraton

29 Marca miałem przyjemność wystartować w jednym z największych półmaratonów jakie odbywają się w Europie. Byłem jednym z 32 tyś biegaczy którzy przebiegli dystans 21 km i 97,5 metra po Berlińskich ulicach.

IMG_8001

Przeżycie niezapomniane i naprawdę przejmujące.:)

Ale wszystko po kolei.

W Berlinie pojawiłem się już w piątek by spokojnie odebrać pakiet i mieć możliwość odpoczynku przed samym biegiem. Pierwszym zaskoczeniem jakie mnie spotkało była ilość uczestników, którzy postanowili odebrać pakiet startowy dokładnie w tym samym momencie co ja. Gdy tylko pojawiłem się na terenie targów sportowych moim oczom ukazała się kilkusetosobowa kolejka oczekujących na odbiór pakietu. No trudno trzeba swoje odstać. Ale ku mojemu zdziwieniu kolejka przesuwa się w tempie spokojnego zwiedzania. Zanim się obejrzałem już byłem przy stanowisku z pakietami.

Torba z pakietem do ręki, zielona opaska na rękę i życzenia powodzenia w biegu oczywiście po niemiecku:)

Szybko poszło.

Jeszcze tylko zwiedzenie paru stoisk z interesującym mnie asortymentem i powrót do domu na makaron i odpoczynek.

W materiałach jakie otrzymałem wraz z pakietem znalazłem dokładny opis strefy start/meta, dojazdu i parę organizacyjnych sugestii. Co bardzo mi ułatwiło dotarcie metrem praktycznie do samej strefy startowej.

A na miejscu obłęd. 32 tysiące osób krzątających się we wszystkich kierunkach. Co tu robić, gdzie iść? Pierwsze kroki skierowałem do jednej z kilkudziesięciu ciężarówek w jakich umieszczone były depozyty. Szybka zmiana stroju, oddanie worka, zahaczenie o toi toia i ustawienie się w swojej strefie startowej. O rozgrzewce nie było mowy bo momentalnie zostałem szczelnie otoczony przez pozostałych uczestników biegu. Nerwowe spoglądanie na zegarek i już jest 10:00 startujemy. A nie coś nie tak. Łamanym angielskim speaker oznajmia, że mają mały poślizg. No co robić trzeba poczekać. 10:10 odliczanie. Tak, to teraz, to właśnie to 3,2,1 Start. Biegniemy. Ehm…  a dokładnie Elita biegnie. Bo my w strefie B nadal spokojnie stoimy. Dopiero 11 minut później udało mi się przebiec przez matę startu. Plan jest prosty, biec swoje i dać radę do końca. Ale jak tu się skupić skoro wokół setki a może i tysiące kibiców różnych narodowości. Pokrzykujący Niemcy (ich było najwięcej), dzwoniący krowimi dzwonkami Duńczycy, błyski flaszy z aparatów Japończyków i wiele innych „zjawisk” których nie sposób opisać. Zanim dobiegłem do Bramy Brandenburskiej napotkałem biało-czerwoną grupkę Polskich kibiców. Krzyknąłem, że Polska Górą Oni ,że Dawaj, Dawaj i pobiegłem dalej zwiedzać Berlin.

A zwiedzania było co nie miara. Najpierw strzelista wieża telewizyjna, następnie Katedra Berlińska, przebieg pod wspomnianą już Bramą Brandenburską i długa prosta ze Złotą Viktorią na horyzoncie. Potem jeszcze nawrót przy Pałacu Charlottenburg i powrót w okolice Alexander Platz. Ale przed metą czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka. Na 18 km słyszę, że ktoś krzyczy w niebogłosy „LUBOŃ RZĄDZI! DAJESZ MARCIN!”. I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu grupa Polaków mijana 16km wcześniej postanowiła przenieść się z dopingiem na końcówkę trasy. Wypatrzyli mnie w tłumie biegaczy i dopingowali do puki nie zniknąłem im z oczu za zakrętem.

A potem już Meta, ryk kibiców, oklaski, medal na szyi, folia na plecach. Parę kroków do przodu jeszcze nie bardzo świadomy, że dobiegłem do końca a tu już banan w jedną rękę, kubek izotonika w drugą, i zaproszenie na masaż. Jak zapraszają to idę, ale tam znowu kolejka. Czekać czy nie czekać? Lecz nim się zastanowiłem już byłem piąty z oczekujących. Po masażu dostałem jeszcze bezalkoholowe piwo i pamiątkowe zdjęcie. No cóż, nie pozostało już nic innego jak udać się do depozytu po swoje rzeczy.

Moja przygoda z 35 Berlin Półmaratonem niewątpliwie na długo pozostanie w mojej pamięci. Precyzja organizacji biegu na 35 tyś biegaczy była na najwyższym poziomie.

Zdecydowanie powrócę na kolejną edycję Berlińskiego półmaratonu.

Jedynym minusem jaki można wytknąć organizatorom to mocno zaporowa cena za oficjalne zdjęcia. Zrobiono mi kilkanaście naprawdę fajnych fotografii ale koszt za zdjęcia przekraczający koszt samego wpisowego naprawdę zniechęca do ich zakupu.

No i medal trochę mały 🙂