WARTA CHALLENGE Marathon&Half #2z5 Start 12.12.2015 – starty klubowiczów LKB

warta

WARTA CHALLENGE Marathon&Half to turniej składający się z cyklu pięciu imprez biegowych, dających możliwość zarówno amatorom, jak i profesjonalnym zawodnikom ścigania się w długodystansowych, masowych biegach przełajowych, rozgrywanych na dystansach zbliżonych do maratońskiego i półmaratońskiego.

Centrum zawodów zlokalizowane jest w otoczeniu pięknego Pałacu Biedrusko. Po biegu uczestnicy mogą wziąć kąpiel, gdyż mają do dyspozycji prysznice w pokojach hotelowych z gorącą wodą. Goszczą też w stylowej piwnicy Pałacu, racząc się ciepłym, regeneracyjnym posiłkiem i miłą, towarzyską atmosferą.

Od listopada do marca, co miesiąc biegacze i biegaczki rywalizują o nagrodę główną, medale, puchary i dyplomy na dystansie królewskim oraz jego połówce, a dodatkowo walkerzy i walkerki startują w marszu Nordic Walking na dystansie 21,3 km. Podczas zawodów przewidziano również nagrody i konkursy dla osób towarzyszących, które kibicują uczestnikom na trasie.

Więcej na stronie biegu http://www.wartachallenge.com

Biegacze z Lubońskiego Klubu Biegacza którzy wystartują w biegu Marcin Meller.

5

II Bieg Mikołajkowy Poznań – najbliższe starty klubowiczów LKB

II Bieg Mikołajkowy Poznań

Klubowicze zgłoszeni do biegu: Agnieszka Meller, Marcin Meller i Michał Mielcarek.

agne512029594_1059892127375714_8172517318715705696_o

1. Bieg odbędzie się w dniu 5 grudnia 2015 w Poznaniu nad jeziorem Strzeszyńskim.

2. Dystans dla biegaczy wynosi:

a) Bieg główny: 10 km, 4,3 km

b) Rajd Nordic Walking: 4,3 km

c) Biegi dziecięce: 200m, 600m, 800m

d) Bieg młodzieżowy: 1500m

3. Start będzie miał miejsce przy plaży nad jeziorem Strzeszyńskim.

4. Starty nastąpią w godzinach:

a) godzina 10:15 – biegi dziecięce – młodzieżowe

b) godzina 12:00 – bieg główny 4,3km, 10km, Rajd Nordic Walking 4,3km

Więcej informacji na stronie biegu http://biegmikolajkowypoznan.pl/
medal mikolajkowy 2015

„Tu nie liczy się wynik, to trzeba przeżyć.”

 11. listopada odbył się, już po raz piąty Luboński Bieg Niepodległości. Powyższy cytat dokładnie oddaje atmosferę tego wydarzenia. Bo to, co się czuje podczas śpiewania hymnu narodowego przez prawie dwa tysiące biegaczy i drugie tyle kibiców trudno oddać słowami. Daje to większego kopa, niż jakikolwiek inny doping na trasie. Dwa lata temu, kiedy biegłem tu po raz pierwszy zrobiłem życiówkę z wynikiem 47.50, a nie liczyłem nawet na złamanie 50 minut. „Marsz, marsz, Dąbrowski ” krążyło po głowie przez cały czas trwania biegu. Aż mnie ciarki przechodzą, kiedy sobie przypomnę.

  W tym roku było podobnie, a nawet ciekawiej, ponieważ jako członek Lubońskiego Klubu Biegacza miałem przyjemność i zaszczyt być współorganizatorem tego biegu. Pomagałem już przy organizacji innych biegów LKB: przy Biegu dla Maćka, Biegu na Powitanie Lata, a podczas Pogoni za Wilkiem zostałem nawet Kierownikiem Barierki parkingu dla VIPów 🙂 Mój udział w Lubońskim Biegu Niepodległości polegał pracy w zespole zabezpieczenia trasy. Oczywiście do obowiązków wszystkich klubowiczów należało też przygotowanie biura zawodów, depozytów i całego centrum dowodzenia znajdującego się w hali lubońskiego LOSiRu. Zostałem też wytypowany do prowadzenia biegaczy na czas ukończenia biegu poniżej 50 minut, ale o tym później.

  W przeddzień biegu od samego rana zaczęliśmy przekształcanie hali sportowej w centralny punkt całej imprezy. Należało rozwinąć około 30 rolek gumowej wykładziny chroniącej nawierzchnię hali. Należało również powiesić banery, rozstawić stoły, krzesła, podium, barierki i milion innych rzeczy. Na koniec pozostaje tylko spakowanie pakietów startowych. Prawie 1800 – drobnostka 🙂 Na szczęście część pakietów mogliśmy zostawić do spakowania wolontariuszom. Popołudniu pojawiła się druga zmiana, a część z nas mogła udać się do domu. Na placu boju zostali jeszcze Prezes Marek i Adam,  Dyrektor Biegu.

  Drugiego dnia, po na wpół nieprzespanej nocy od 6 rano wraz z lubońskimi drogowcami ustawiam zapory drogowe w krytycznych miejscach trasy. W tym samym czasie rusza maszyna przygotowująca strefę startu i mety. Radzio z Łukaszem zarządzają ustawianiem bram. Marcin z Michałem kierują ekipą od barierek. Reszta działa w hali. Buduje się też LEDowy telebim…
O 8.30 melduję się w hali, gdzie na dobre rozkręcił się już przedstartowy młyn i wraz ze Sławkiem, szefem zabezpieczenia trasy dogadujemy ostatnie obowiązki – rozprowadzenie wolontariuszy po trasie. Z Michałem i Marcinem dostaliśmy do rozdysponowania grupę uczennic szkoły mundurowej, Sławek zaś brygadę ze Szkoły Aspirantów. Trafiła nam się wyjątkowo kontaktowa grupa i już po kilkudziesięciu minutach ruszaliśmy autem na objazd trasy przed odbiorem przez komendanta Policji w towarzystwie Sławka. Najbardziej stresujący moment dnia, o którym lepiej nie wspominać. Dość powiedzieć, że nie mam w zwyczaju  drzeć japy na policjantów, a sytuacja wymagała wyjaśnienia im paru kwestii w krótkich żołnierskich słowach. Udało się! Wszystko dopięte. Zostało mi 20 minut na przebranie się i dotarcie na start. Marcin J. przyczepia mi numer i baloniki z czasem 0:50. Bez jego pomocy nie zdążyłbym na start. Kiedy docieram do swojej strefy startowej serce mi wali jak kalosze w pralce. Kilku biegaczy pyta jak będę biegł, na co odpowiadam, że zadbam o ich życiówki. Takie było założenie pomysłu, który rzuciłem na  forum wkrótce po wstąpieniu w szeregi Klubu. Okazało się, że pomysł chwycił i jeszcze mam brać w tym aktywny udział. Wraz ze mną na 0:50 biegł Rafał, na 1h Ola z Marcinem, na 0:40 Dominik, zaś na 0:45 Filip oraz Arek. Jeszcze tylko oficjalne otwarcie imprezy przez Adama, dyrektora biegu wraz z Ambasadorem Pamięci – to kolejny klubowy pomysł. Został nim, wybrany przez Adama, major Wojska Polskiego Ludwik Misiek, ur. w 1926 roku człowiek legenda, którego życiorys wystarczyłby na niejedną książkę. I jeszcze tylko hymn narodowy. Śpiewany przez kilka tysięcy ludzi zmienia zwykły bieg w wydarzenie, o którym długo się pamięta. Ludzie stają na baczność, zdejmują czapki i śpiewają. Cały. Coś pięknego.

  No to biegniemy. To tylko dziesięć kilometrów, więc nie ma zbyt dużo do pisania. Po około trzech kilometrach utworzyła się za mną spora grupka biegaczy chcących dobiec w moim czasie. Rafał został gdzieś z tyłu, a ja miałem taki plan żeby na mecie być z czasem 0:49 tak, by ta grupka za mną zmieściła się w 0:50. Przed siódmym kilometrem cześć odpadła, ponieważ tu zaczynał się dwukilometrowy podbieg, któremu towarzyszył przeciwny do kierunku biegu wiatr. Jakoś szczególnie w pamięć zapadł mi pewien starszy pan biegnący tuż za mną przez ostatnie pięć kilometrów. Jednak podbieg w tempie 4:55 go pokonał. Na ostatniej prostej ktoś spytał mnie, czy złamiemy 50 minut. Odpowiedziałem, że właśnie łamie 49. Bardzo się ucieszył i pognał do mety, zaś ja starałem się dopingować pozostałych do tego, by nie poddali się na ostatnich metrach. A ostatnie 50 metrów wyłożone było czerwonym dywanem, aby każdy z kończących bieg mógł poczuć się uhonorowany. Na mecie zameldowałem się z czasem netto 49:01, czyli plan wykonany. Po chwili dociera też Rafał, potem Ola z Marcinem. Poczekałem jeszcze na żonę, bo sam chciałem wręczyć jej medal i goździka – kwiaty były dla każdej z pań. Sam medal w kształcie biało-czerwonego sztandaru, najpiękniejszy jaki widziałem w tym roku, był projektem Michała. Myślę, że będzie ozdobą wielu kolekcji biegaczy.

  W czasie, kiedy strefa mety kończy przyjmować ostatnich zawodników w hali LOSiRU zaczynają się przygotowania do dekoracji, a my rozpoczynamy zwijanie całego interesu. Trzeba podejmować banery, złożyć bramę, oddać stoły, …. Potem to samo w hali. Banery, stoły, krzesła. Przy samym wynoszeniu wyszło pewnie kilka kilometrów. Została tylko podłoga. I tu scenę wkracza Mistrz Zwijania Gumowych Rulonów. Człowiek, który robi to dwa, trzy razy w tygodniu. W jego wykonaniu to jeden płynny ruch, zaś w naszym to walka siedemdziesięcioma kilogramami gumy. Przed godziną szesnastą hala wraca do stanu z poprzedniego dnia o ósmej rano, zaś my zmęczeni ale i zadowoleni z udanej imprezy rozjeżdżamy się do domów.

  Ogromnie cieszy mnie fakt, że mogłem brać udział w takim przedsięwzięciu, w tak skomplikowanej machinie jaką jest organizacja biegu. Dla mnie bieg trwał zaledwie dwa dni, dla większej części zespołu kilka tygodni, Adam, dyrektor izaś myślami jest już przy kolejnym. Cieszy mnie też, iż miałem przyjemność pracować w tak dobrze zorganizowanej ekipie i zrobić coś dla kogoś. Mam nadzieję, że pomogłem komuś pomóc w osiągnięciu celu.
Dla siebie w tym roku zrobiłem już dość.

P.S

  W weekend poprzedzający Bieg Niepodległości, na Wzgórzu Papieskim odbył się Bieg Małego Patrioty. Pomimo niesprzyjającej aury rodzice licznie stawili się ze swoimi pociechami. Dzieciaki, w zależności od kategorii wiekowej zmagały się z dystansem od 100 do 1600 metrów. Oceną niech będzie zadowolona mina małego biegacza po odebraniu medalu 🙂

Relację przygotował Robert Zieliński

Luboński Bieg Niepodległości

Luboński Bieg Niepodległości

dcf8ee3956bcbb6ab4c9a87df91e3c73 FB_IMG_1447361489027 FB_IMG_1447620275211 FB_IMG_1447624003335 FB_IMG_1447626708648 FB_IMG_1447627665990 FB_IMG_1447636737247 FB_IMG_1447636748043