3 Bieg Czekoladowy

W niedzielne przedpołudnie odbył się 3 Bieg Czekoladowy, oczywiście jak w każdym biegu w Polsce nie może zabraknąć Lubońskiego Klubu Biegacza skład jaki tym razem został wystawiony to Sławek Budziszewski wraz z Synem Damianem i jeszcze nie zrzeszoną Małżonką Izą, która debiutowała, w składzie znaleźli się również syn naszego wymiatacza Patryk Zieliński, Michał Mielcarek, Jacek Kamiński. Myśląc o Poznańskiej Cytadeli przypomniał mi się niedawny Parkrun, ale co nie zabije to wzmocni więc w minusowej temperaturze trzeba podjąć te rękawice i stanąć do walki. 3…2…1… start i ruszyła maszyna. Pierwsze kilometry bardzo miło: zbiegi podbiegi, ale LKB się nie poddaje. Biegnąc w dalszej części stawki nagle ujrzałem na 3/4 km dwie żółte koszulki na czele to nasze młode wilczki Damian i Patryk jednak co młoda krew to młoda; dalej był Jacek i Sławek. Trasa na poznańskiej Cytadeli była bardzo dobrze przygotowana ścieżki posypane piaskiem było trzeba uważać bo pod piaskiem znajdował się lód, ale brawa dla organizatora za pomysł. Na mecie pierwszym klubowiczem z czasem 20:43 miejsce open 25, a w kategorii miejsce 2 był nasz diament Damian Budziszewski chwilę za nim z czasem 21.09 plasujący się na 34 miejscu, a w kategorii na 3 drugi z naszych diamentów czujący się na Cytadeli jak na własnym podwórku Patryk Zieliński, kolejnym zawodnikiem był nasz nowy nabytek Jacek Kamiński, za nim miejsce znalazł sobie nasz mentor personalny trener Sławomir Budziszewski ostatnim z klubowiczów, który nigdzie się nie spieszy Michał Mielcarek. Należy wspomnieć także o naszym rodzynku jeszcze nie będącym w naszym klubie, ale mając takiego Syna wymiatacza i męża weterana jest to kwestia czasu, a mowa o Pani Izabeli Budziszewskiej, która w swoim debiucie uzyskała czas 37:35 Gratulujemy i czekamy. To dopiero początek roku, a już tyle sukcesów. Relację z biegu napisał Michał Mielcarek a fotorelację Robert Zieliński, który zrobił 659 zdjęć i doznał odmrożenia palca. Reszta zdjęć na stronie: FotoZIELINA

City Trail Bieg 5

W sobotnie przedpołudnie gdy jedni jeszcze spali, a drudzy zaliczali Parkrun pojechałem nad Poznańskie Jezioro Rusałka, aby zaliczyć kolejny bieg z cyklu City Trail. Jest to cykl 6 biegów, z których należy zaliczyć 4 aby zostać sklasyfikowany w generalnej klasyfikacji i otrzymać upragniony medal. Dzisiejszy bieg był piątą odsłoną tego cyklu, gdyż jest on organizowany również w 10 lokalizacjach naszego kraju. Wróćmy do dzisiejszego biegu wstaje rano temperatura -7 stopni Celsjusza, ale nic trzeba jechać, dojechawszy na miejsce odbieram pakiet, przypinam numer, montuję czip, czas ruszyć na linie startu. Po tym spacerze uświadomiłem sobie, że nie będzie lekko trasa lodowo-szutrowa organizator zapewniał, że w najgorszych miejscach zostało posypane i też tak było ale wiadomo, że pod piaskiem i tak znajdował się lód.Podczas oczekiwania na start, który jest falowy ze względu na to, że Poznaniaków biega najwięcej ze wszystkich 10 lokalizacji spiker opowiada o biegu, trasie i wtedy się dowiedziałem, że dzisiaj brałem udział w jubileuszowym 50 biegu z cyklu City Trail w Poznaniu wszystko narodziło się dokładnie 7 lat temu dawniej pod inną nazwą, ale nadal w tej samej formule. I nagle 3… 2… 1… i start pierwszy km spokojnie bez żadnych kolizji i wywrotek, około 2 km pierwsza wywrotka na szczęście nie moja dzięki dobrej koordynacji, reszta trasy była dzisiaj bardzo ależ to bardzo wymagająca nawet kolce nie pomagały. Po dotarciu na metę ciepła herbatka już czekała. Bieg godny polecenia bardzo dobrze zorganizowany zawsze na wysokim poziomie. Relacja z biegu Michała Mielcarka.

I Zimowy Półmaraton w Zaniemyślu

Na starcie I Zimowego Półmaratonu w Zaniemyślu stawiło się 7 odważnych, którzy rozsądek i logikę mają tam gdzie słońce nie dochodzi. Bieganie w takich warunkach to proszenie się o kontuzję, ale co tam biegacze-wymiatacze z LKB, nie odpuszczą nawet gdy trasa to w 80% pofałdowane lodowisko. Przed startem umówiliśmy się, że kto pierwszy glebę zaliczy (bo to było pewne) pisze relację z mistrzostw Zaniemyśla w jeździe figurowej bez łyżew. W pierwszej linii na stracie stała cała nasz szalona rozbawiona siódemka – wszyscy w żółtych koszulkach choć z tym też był problem. Justysia przed biegiem stwierdziła, że niekorzystnie prezentuje się w żółtym wdzianku bo koszulka jest źle skrojona. Dopiero pochlebstwa nieznajomych kobiet wpłynęły na zmianę decyzji.
Start i poszły konie po nie betonie tylko po lodzie. Szeroki rozstaw rąk i pierwsze spektakularne wywrotki zaliczone ale cała nasza siódemka jakoś mocno trzymała się na nogach, oczywiście do czasu. Podobno pierwszą glebę zaliczyłem ja choć z tym bym podyskutował. Wywinąłem takiego orła, że twarzą hamowałem by nie przypieprzyć w drzewo – niżej upaść się nie da. W pobliżu był Patryk ale jakoś poskładałem się do kupy i dalej pobiegliśmy razem. Arek w butach z bieżnikiem typu slick i pognał jak rączy jeleń (jak on to robi to nie wiem) a Robert już w kolcach zanim – podobno się nie wywalili ale ich miejsca na mecie świadczą, że chyba nie. Arek zajął 6 miejsce w klasyfikacji open a Robert 10. Ja walczyłem z Patrykiem przez całe 21.097km – raz ja prowadziłem z przewagą 50metrów a raz Patryk. Ja po drodze poczęstowałem się piernikami i bananami a Patryk zrezygnował z darmowej wyżerki organizatorów i to chyba przeważyło, że udało mi się wbiec z dość dużą przewagą na metę przed naszym wschodzącym młodym wymiataczem. Jako piąta na mecie zameldowała się Justysia (bez przewrotki) i dalej Grzegorz i z nie do końca wyleczonym przeziębieniem Dominik. Puchary organizator przyznał tylko za pierwsze miejsca. Pierwsze miejsce w kategorii M19 zajął Patryk Zieliński a w kategorii K40 Justysia Zielińska. Ja upadły biegacz tylko lód polizałem na trasie i zgodnie z umową musiałem napisać tę mam nadzieję ciekawą relację. I Zimowy Półmaraton w Zaniemyślu ukończyli: nasi zwycięzcy Justyna i Patryk Zielińscy, Arek Bednarski, Robert Zieliński, Dominik Pochylski, Grzegorz Pluciński i ja Marek Siuda.

Bieg parkrun Poznań #235 w „Krainie lodu”

Do startu w parkrunie w Poznaniu przymierzałem się już od długiego czasu, ale przez swoje lenistwo nigdy nie miałem siły wstać o 8 rano, aby na 9 dojechać na Poznańską Cytadele pobiegać i to za darmo. A więc w piątkowy wieczór wiadomość do naszego weterana parkrunu Roberta Zielińskiego gdzie dokładnie jest start, a on na to, że mnie może zabrać bo zabiera jeszcze naszego prezesa. Sobota po przebudzeniu zastanawia mnie fakt po co jak nie padał śnieg przejeżdża moją ulica piaskarka, ale po wyjściu na dwór wiedziałem, sam prawie się przekonałem na własnej skórze, że dzisiejsze bieganie do przyjemnych nie będzie należało. Po spełnieniu obywatelskich obowiązków wstawiałem się o godzinie 8.15 w umówione miejsce, aby zresztą LKB wyruszyć na swój debiutancki bieg z cyklu parkrun. Po dojechaniu i zaparkowaniu czekało nas dojście jeszcze na miejsce zbiórki nie było lekko, bo trzeba podejść po kilkudziesięciu schodach, które były pokryte w całości lodem (w nocy padał marznący deszcz). W połowie tych schodów przypomniało mi się, że zostawiłem kartę służącą do pomiaru czasu w aucie i razem z Robertem się po nią cofnęliśmy. Jakoś udało Nam się dojść do miejsca zbiórki nie zaliczając gleby. W miejscu zbiórki wraz z Robertem, Justyną, Patrykiem, i Markiem w oczekiwaniu na start postanowiliśmy sobie zrobić pamiątkową fotkę. Po chwili usłyszałem, że osoby które biegną po raz pierwszy są proszone do biura zawodów na krótka prelekcje, po niej wszyscy udali się spacerkiem na linię startu. Na linii startu jeszcze raz spiker wspomniał o debiutantach, którzy zostali przywitani brawami i nagle 3… 2… 1… i start na początku z górki, ale to tylko było złudne nagle wszyscy zaczęli się ślizgać jak na łyżwach pomyślałem zaczęła się zabawa zakręt w lewo głowa chce skręcać, a nogi na wprost pomyślałem byle tylko dotrzeć zdrowo do mety, ale kto jak nie LKB. Pierwszy kilometr był ciężki gdyż było trzeba troszkę biec po trawniku trochę po śniegu jeszcze leżącym kolejne kilometry mijały na przemian z nawierzchnią posypaną na przemian z asfaltem no i oczywiście z lodem. Ale to co mnie jeszcze czekało ok 4 km to zbieg po tak zwanych kocich łbach gdy to ujrzałem to już tylko w oczach strach serce zaczęło mocno bić, ale co nas nie zabije to nas wzmocni więc trzy głębokie wdechy i w dół nie było tak źle jak się wydalało na początku. Ostatnie 500 metrów do mety to już tylko walka o jak najlepsze czasy. W dzisiejszym biegu kolejno miejsca zajmowali: w swoich super nowych leginsach z systemami zasięgniętymi z NASA, które wytrzymują temperaturę -10 stopni Celsjusza zajmując 26 miejsce jest Marek Siuda, zaraz za nim nasza wschodząca gwiazda Patryk Zieliński, kolejnym zawodnikiem Lubońskiego Klubu Biegacza, a w zasadzie zawodniczką która ukończyła bieg jest Justyna Zielińska, a na spokojnie na luziku nasz weteran Robert Zieliński czy to zbieżność nazwisk oczywiście, że nie to jest rodzina ze wspólną pasją i cieszymy się, że możemy ich mieć w klubie, jako ostatni z klubowiczów na mecie zameldował się Michał Mielcarek w swoim debiucie zajął 144 miejsce. Do zobaczenia na kolejnym Parkrunie 😀 😀 😀