II GWINT Ultra Cross

RECENZJA PRZYGOTOWANA PRZEZ MARCINA MELLERA

II GWINT Ultra Cross jest to bieg IMG_9737typowo przełajowy odbywający się na trzech różnych dystansach Mały 55km, Normalny 110km oraz Super 100mil (161km). Nazwa biegu wzięła się od pierwszych liter powiatów: grodziskiego, wolsztyńskiego i nowotomyskiego, przez które przebiega trasa.

Z Lubonia wybrałem się wraz z klubowym kolegą Rafałem Nuckowiakiem, był to dla Nas pierwszy tak długi dystans i jeszcze na trudnym przełajowym terenie. Dotarliśmy do biura zawodów w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie dało się odczuć inną atmosferę od biegów masowych. Odprawa przed samym wyjazdem na start do Nowego Tomyśla podkreśliła wyobrażenie o tego typu zawodach gdzie nie walczy się z przeciwnikiem lecz z sobą, a na pierwszym miejscu  stawia się  pomoc innym w potrzebie podczas biegu nie zważając na poświęcony czas. Do Nowego Tomyśla udaliśmy się autokarami wraz z około 200 osobami małego GWiNTa. Na miejscu można było już odczuć atmosferę biegu choć do samego startu została jeszcze godzina, co chwilę przybiegali do punktu żywieniowego uczestnicy dłuższych biegów witani licznymi oklaskami. W tym czasie pogoda z zachmurzonej zmieniała się w słoneczną i parną. Ostatnie chwile przed startem, a nadal nie doszliśmy do decyzji co za tempo obieramy na bieg , ale decydujemy się biegnąć razem i tempo dobierać wg samopoczucia. Długo wyczekiwany start i pierwsze 2 km po asfalcie, ale zaraz zmienił się krajobraz najpierw na drogi polne, później ścieżki leśne. Zacząłem odliczanie do pierwszego punktu kontrolno-odżywczego (PK-O), który mieścił się w Wąsowie na 15km. Tempo utrzymaliśmy nad wyraz bardzo dobre bo 5:15 min/km, szybka wizyta w Folwarku w Wąsowie  łyk izotoniku i ćwierć pomarańczy i ruszyliśmy dalej. Odliczanie do następnego PK-O mieszczącym się na 28kmw w Porażynie. Tempo na początku utrzymywaliśmy nadal wysokie 5:22 min/km do 20 km po tym trochę spadło na 5:46 min/km  na następnych 5 km. Przeżyłem wtedy pierwsze zwątpienie czy nie za wysokie tempo, ale spędzone 10 minut w parku przy pałacu w Porażynie trochę dodało mi sił i chęci na drugą część biegu (po biegu okazało się, że zajmowaliśmy bardzo wysokie miejsce na półmetku około 33 miejsca). Rafała opuścił optymizm, lepszych słów nie znalazłem aby określić ten stan.  Po raz pierwszy zażyłem żel energetyczny z kofeiną, ale szukałem jakiegoś kopa, który przyszedł szybciej niż się spodziewałem, a zażyty magnez pomógł zapomnieć o mięśniach.  Teraz kilometry zaczęły się ciągnąć, a ostatni punkt mieścił się na 38 km. Tempo spadło do około 6:50 min/km, a ostatnie kilometry przed Lasówkami już przechodziliśmy w marszobieg. Ostatni PK-O był bardzo oczekiwanym miejscem gdyż miał to być punkt od którego zaczyna się najtrudniejszy odcinek trasy. Spędziliśmy tam  15 minut, ale zostaliśmy obsłużeni perfekcyjnie, gdyż wolontariusze byli bardzo pomocni, odpoczywając bukłak został mi napełniony, banan i woda podana. Ruszyliśmy  na ostatni odcinek, na odcinku 38km do 45 km otrzymywaliśmy tempo około 6:50 min/km przeplatane marszem ze względu na przebiegnięte już kilometry oraz ze względu na trasę, ale pogłębiło się to na następnych 5 kilometrach nawet do 7:40 gdyż pojawiły się „małe” wzniesienia, pod które nie szło nawet wejść. W międzyczasie dostaliśmy dobre informacje o wygranej Lecha nad Legią co dało chwilę zapomnienia nad trudem biegu. Ostatnie kilometry okupiłem bólem pleców, nogi moje dawały jakość radę, a Rafał złapał trochę wiatru w żagle. 3 km przed metą opuściliśmy wreszcie las i zaczęło pojawiać się coraz więcej zabudowań i wreszcie Grodzisk Wielkopolski. Tempo na ostatnich kilometrach wzrosło nawet do 6:50 min/km. Ciągnęło się wszystko, czas metry a nawet taśma zabezpieczająca trasę od słupka do słupka. Ale już w zasięgu wzroku park z metą ,czekającą moją rodziną i zimnym piwkiem. Na metę wbiegamy razem, jakoś cały ból pleców odchodzi w zapomnienie jak wręczają medal. Czas małego Gwinta 6g08m12s i miejsce open 50-51 uważam za bardzo dobry  jak na nasz debiut. W biegu na 55 km wystartowało 198 osób, a ukończyło 191. Pierwsze miejsce zajął Jankowiak Paweł z czasem 4:20:05. a na dystansie 110km Jedroszkowiak Michał (10:22:52),  a Super Gwinta (161km) wygrał Pick Dominik 16:57:52. Po 20 minutach od ukończenia przez nas biegu przyszła ulewa, która musiała dać w kość pozostałym uczestnikom, którzy mieli jeszcze nawet do pokonania 3,5 godziny do limitu czasowego. Dla mnie to była super impreza i zorganizowana perfekcyjnie.  W przyszłym roku też się wybieram, ale na 110 km (Jak mi żona i Zosia pozwolą). Zapraszam  w przyszłym roku do przeżycia przygody i poznania swoich możliwości na trasie ultramaratonu.

W galerii znajdziecie więcej zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.