II Średzki Bieg Żołnierzy Niezłomnych

Już od dłuższego czasu czekaliśmy na ten moment – mniej więcej od stycznia było wiadomo, że wielu zawodników z naszego klubu weźmie udział w II Średzkim Biegu Żołnierzy Niezłomnych. Skończyło się na liczbie 17 – na pewno zatem było nas widać i słychać, ale o tym za chwilę.

Pojawiliśmy się nad jeziorem w Środzie mniej więcej godzinę przed biegiem – jedni wcześniej, inni później. Już wtedy „się działo”. Jedni zawodnicy odbierali numery, inni w ostatniej chwili zapisywali się na bieg, średzki Klub Turystyki Rowerowej przygotowywał się do pilotowania biegu, rekonstruktorzy prezentowali historyczne mundury, dzieciaki wygrywały Bieg Małego Partyzanta (tak, właśnie – wszystkie wygrywały!), my przegrywaliśmy walkę z pomysłowo zaparkowanym na grząskim polu BMW, którą z kolei wygrali strażacy.

Fotki na podium zostały zrobione (przed biegiem, niestety), rozgrzewka przeprowadzona, role rozdzielone (wymiatacze:„biegnijcie za Robertem, on pobiegnie za was na 4.30”; kontemplatorzy: „biegnijcie, jak chcecie”; przynajmniej tak zrozumiałem).

Hymn został odśpiewany na starcie (dwie zwrotki naprawdę głośno i porządnie – prawie jak u nas w Luboniu), wznieśliśmy okrzyk na cześć bohaterów z lat 1944-63 – to ten moment, kiedy było nas słychać – i można było zaczynać.

Ponieważ zakładałem, że może uda się trochę powalczyć, ruszyłem oczywiście w pierwszej grupie. „Gonimy Roberta” – krzyknął mijający mnie Marek. „Gonimy Marka” – pomyślałem za chwilę. „Może już jednak nie gonimy Marka” – pomyślałem za jeszcze jedną chwilę. „A, pokontemplujemy sobie jednak w spokojnym tempie – doszedłem jednak do takich ostatecznych wniosków i chyba nawet słusznie, bo tak jak zapowiadali organizatorzy, był to bieg rekreacyjny, bez większego spinania się, za to z bardzo sympatyczną atmosferą: zawodnicy dopingujący się nawzajem, wsparcie od grupy „kontemplacyjnej”, które otrzymałem przez szerokość jeziora oraz zwrotne wsparcie dla tejże grupy na mecie, kiedy to całą ekipą przekroczyliśmy linię (to był ten moment, kiedy było nas widać). Jedynie za walką z samoprzylepnym i niestety również samoodlepnym numerem startowym nie będę tęsknił – nie ma to jak agrafki, którymi oczywiście nie chciało mi się bawić.

Bieg ukończyliśmy wszyscy, kto chciał ten sobie czas zmierzył, chyba wszystkim się podobało i – my tu jeszcze wrócimy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.