Relacja Adama z maratonu w Łodzi

lodz-adam

W minioną niedzielę, po ponad 10 letniej przygodzie z bieganiem, pierwszy raz ukończyłem rywalizację na królewskim dystansie. Udało mi się to za drugim razem. Ponieważ ze wszystkich dotychczasowych relacji z naszych biegów najbardziej spodobała mi się ta napisana przez Anię Matuszak z Maniackiej, swoją również piszę w tym stylu, opisując swoje subiektywne odczucia.

Na maraton w Łodzi zapisałem się już w grudniu. Przekonały mnie do tego przychylne recenzje uczestników, niskie wpisowe oraz opinie o trasie, którą określano jako szybką. Przygotowanie do maratonu rozpocząłem pod koniec lutego. Biegałem dosyć dużo, chcą uzyskać wynik okolicach 2:40. W ostatnim tygodniu już luzowałem i czułem że jest szansa na dobry rezultat, oraz że na pewno tym razem ukończę bieg.

lodz-adam-2

Razem z Kasią, wyruszyliśmy do Łodzi w sobotę. Biuro zawodów znajdowało się w Atlas Arenie tuż przy Stacji Łódź Kaliska. Muszę przyznać że robiło wrażenie, było przejrzyste i efektowne. Po odebraniu pakietu udaliśmy się na Pasta Party. Potem do hostelu, wieczorem krótki spacer i sen w końcu start tuż, tuż.

Rano pobudka 6.45 lekkie śniadanko i w drogę na start. Godz. 9.00 i wystartowaliśmy. Planowałem spokojnie zacząć bieg w okolicach 1:21:00 minąć półmetek, potem jeżeli będzie siła przyśpieszyć lub w przypadku osłabienia tracić jak najmniej. Biegniemy pierwsze 10km patrzę na zegarek jest okej, ale biegnie mi się jakoś dziwnie. Półmetek 1:21:25 więc cały czas zgodnie z planem, chociaż nadal jakiś spięty się czuje. Jakoś koło 26 km coś się odmienia i zaczyna mi się biec coraz lepiej. Myślę że będę już tylko przyśpieszał i wyprzedzał do końca. Mijam Kasie, przybijam jej piątkę. Wyprzedzam kolejnego zawodnika. Na 35 km pytam się znajomego kolegi, który kibicuje jak wyglądają ci przede mną bo czuję że zaraz ich wyprzedzę. „Nieznośna lekkość butów” trwa do 37 km. Tutaj akurat nagle znikają kibice, znika luz, zaczyna się walka z samym sobą. Tempo drastycznie spada, o ok 15 sek. na km. Kilometry się wydłużają, myślę sobie: Ściana? Teraz? Jak!? Odliczam km do mety 4, 3, 2. Jakiś dziadek na rowerze podjeżdża do mnie i zaczyna mówić że już końcówka i meta za chwile. Patrzę na zegarek i wiem że jest szansa na 2:43 z hakiem, ale ucieknie jak nie przyśpieszę. Nie mam już jednak z czego finiszować, powoli pojawia się Atlas Arena. Wbiegam. Klękam za metą, odbieram medal i podchodzę do Kasi. Nogi obolałe więc idę na masaż. Powoli dochodzę do siebie, czas 2:44:48, po głowie chodzi że udało się 🙂

lodz-adam-3

Imprezę ocenią jako zorganizowaną solidnie i z głową. Trasa zabezpieczona i oznakowana bardzo dobrze. Pakiet na dobrym poziomie, parę całkiem niezłych punktów z zespołami na trasie, strefy z wodą też na plus. Meta w Arenie niepowtarzalna (mimo iż mnie trochę światła oślepiły jak wbiegałem). Widać, że organizatorzy mają pomysł na maraton oraz potężnego sponsora (sieć Aptek Dbam o Zdrowie). Bieg ukończyło ponad 1600 osób, towarzyszący na 10 km ponad 2500 biegaczy. Jedyne czego zabrakło to większego zainteresowania ze strony mieszkańców. W porównaniu do np. Poznań Półmaratonu kibiców było bardzo mało. Nie mniej wróżę dobrą przyszłość Maratonowi w Łodzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co do mnie to cieszę się z ukończenia, wynik przyjmuję z pokorą, czekam na kolejny start do którego przygotuje się lepiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.