Relacja Lidki z XII Biegu Europejskiego w Gnieźnie – 17 maja 2014

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ludzi wbiegających na metę po ukończonym biegu, zdziwiłam się, że nawet ci zamykający stawkę byli zadowoleni. Pomyślałam, że cieszą się nie tylko z pokonania trasy, ale także pokonania siebie i pozazdrościłam im… Było to prawie dwa lata temu, kiedy dostawałam ostrej zadyszki po przebiegnięciu dwóch kilometrów. Teraz dostaję zadyszki po trzech kilometrach i też postanowiłam pokonać siebie. Właściwie mój chłopak postanowił i zapisał mnie na bieg w Gnieźnie, moim rodzinnym mieście. Wizja debiutu na własnym podwórku trochę mnie stresowała, ale również motywowała do trenowania; przynajmniej czasami…

CAM00370

Bieg zaczynał się o nietypowej jak na tego typu imprezę porze, tj. dopiero o 17.00. Miałam więc więcej czasu, żeby się jeszcze trochę postresować. W końcu stanęłam na starcie, otoczona tłumem podeksytowanych, podskakujących biegaczy. 3, 2, 1, START i ruszyłam dobrze znanymi mi ulicami, po których jednak zawsze chodziłam, a nie biegałam. Gniezno z perspektywy biegacza okazało się całkiem przyjazne; trasa była płaska, nie musiałam nigdzie wbiegać ani zbiegać, więc przetruchtałam 10 km bez większego problemu. Do przebiegnięcia były dwie pętle, biegacze wracali tą samą ulicą, więc kiedy byłam w połowie pierwszej pętli, mijali mnie najszybsi zawodnicy, oczywiście z Kenii, ścigani bez wytchnienia przez Ukraińców. Kiedy zawróciłam, widziałam też zawodników wolniejszych ode mnie (obawiałam się, że takich nie będzie).

DSC_7576

Wody na trasie nie brakowało, dzielni harcerze wręczali plastikowe kubki. Jako debiutantka nie wiedziałam jak je obsługiwać i woda z pierwszego kubka wylądowała na moim ubraniu, zamiast w gardle. Na szczęście mój chłopak czuwał i pokazał mi jak należy pić, zgniatając kubek. Genialne 😛 Truchtałam tak i popijałam wodę przez 6 km, później stwierdziłam, że mam jeszcze siłę, więc mogę przyspieszyć. W końcu kogoś wyprzedziłam 🙂

Na metę dotarłam 56 min i 12 s po rozpoczęciu biegu. Rekordu trasy nie pobiłam, ale i tak się cieszyłam. Przynajmniej przez pierwsze 30 s. Później stwierdziłam, że przecież mogłam pobiec lepiej 😛 Nie zaniżyłabym aż tak bardzo statystyk Markowi, który, chociaż czasami próbował przyspieszyć, dzielnie utrzymał moje niezbyt szybkie tempo 😉

CAM00384

Na pewno zapamiętam XII Bieg Europejski, mój pierwszy bieg. Będą mi o nim przypominać nie tylko otrzymany na mecie medal, ale także gadżety z pakietu startowego – raczej paskudna żółta koszulka i całkiem fajny kubek. Chciałam przebiec 10 km w mniej niż godzinę – odhaczone.

PS
Przez przypadek zauważyłam, że nagroda za zajęcia pierwszego miejsca wśród mężczyzn była dwa razy wyższa niż ta sama nagroda dla kobiet. Zastanawiam się czy to standard czy tylko Gniezno jest takie seksistowskie…

Lidia Bosacka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.