Relacja Marcina z Cracovia Maraton – 18 maja 2014

Do Krakowa udaliśmy się rodzinnie: Marcin Meller, Agnieszka Mielcarek i Michał Mielcarek z rodzicami (moimi przyszłymi teściami). Wyjechaliśmy w nocy z piątku na sobotę tak, aby weekend połączyć ze zwiedzaniem. Michał z rodzicami i znajomymi z Krakowa udali się rano do Wieliczki, a że my niedawno zwiedzaliśmy, to pojechaliśmy odebrać mój pakiet startowy na Maraton oraz Michała – na sobotni Mini Maraton.

1. Pakiety odebrane

Wraz z Agnieszką udaliśmy się na stadion Wisły Kraków (jeden z najbrzydszych, na których byłem) bardzo szybko zostaliśmy obsłużeni i udaliśmy się na EXPO. W ramach targów można było wziąć udział w darmowych badania, ale zrezygnowaliśmy z powodu długiego oczekiwania. Pakiety startowe nie były imponujące – koszulka, gąbka i pełno ulotek. Poszliśmy na szybki obiad i na start Mini Maratonu, do którego przystąpiło około 800 osób.

2 Michał Mini maraton

Trasa prowadziła dookoła Błoni i jej długość wynosiła 4,21km (10% maratonu). Pogoda od rana deszczowa, ale ciepło. Przed 15:00 zaczęło się wypogadzać i utrzymało się do wieczora. Michał osiągnął czas 25:37 netto co uważa za swój sukces. Gratuluje! Dzień zakończyliśmy kolacją oraz oglądaniem meczów w tv.

Niedziela – pobudka o 6:00 i skromne śniadanie. O 7:30 pojechaliśmy autobusem w stronę startu i mety, czyli rynek główny. Dotarliśmy chwilę po 8:00, ale tłoku jeszcze nie było.

3 Przed startem

Trasa biegu została zmieniona ze względu na wysoki stan Wisły i zalaniu części trasy. Mała rozgrzewka i poszedłem ustawiać się w strefę startową, która była bardzo rozciągnięta ze względu na frekwencję oraz wąską strefę. Mała liczba wejść powodowała, że wielu biegaczy przeskakiwało przez wysokie płotki. Punkt 9:00 wystartowała elita, pożegnanie z Agnieszką i po 2 minutach doszedłem do startu, tak rozpoczął się mój drugi w życiu maraton.

4 w czasie biegu

Pierwsze kilometry niosły, ale słońce wyszło i zaczęło grzać. Agnieszka przeniosła się w inne miejsce, w którym przebiegałem aż 6 razy. Do 21 kilometra wszystko przebiegało bardzo dobrze, ale odezwały się stopy, a raczej pęcherze. 25km był krytyczny gdyż z lewego buta pojawiła się na górnej siatce krew. To podłamało mnie i ostro przyhamowało na następnych kilometrach. Na co zaczął padać deszcz.

5 Po deszczu

Na drugiej pętli trochę dobijały liczne podbiegi i zbiegi. Walka z samym sobą i kilometry mijały coraz wolniej. 40 km już było widać wielkie zmęczenie biegaczy, ale i radość zbliżającej się mety. 41 km to długi podbieg i prosta z widocznym w oddali rynkiem. Radość z ukończenia w czasie 4:14:58 była wielka, zapominając nawet przez chwilę o stopach 🙂



Medal śliczny oraz dodatkowo torba słodyczy, banany i izotonik. Cała trasa oznaczona świetnie co chwilę punkty odświeżania (co 2,5km), kibice naprawdę nie zawiedli, a w szczególności rodzina Mielcarków na czele z Agnieszką. Cały weekend uważam za udany. Maraton wygrał kenijczyk Edwin Kirui z czasem 2:15:17, a najlepszą kobietą była jego rodaczka Elizabeth Jeruiyot Chemweno z czasem 2:38:06.

9. Medal piękny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.