Towerrunning

Jeśli chcecie się dowiedzieć, co to za dziwne bieganie przeczytajcie relację Michał Gila, jednego z dwóch Michałów startujących w miniona sobotę w Biegu Po Schodach.
Zapraszamy do lektury 🙂

Kiedy rok temu wbiegałem wyczerpany na 17 piętro wieżowca Collegium Altum wiedziałem że wrócę tu tej jesieni. Nie potrafię określić moich odczuć co do biegania po schodach (inaczej towerruning). Bo powiedzieć że zakochałem się albo oszalałem na punkcie towerruningu to za dużo powiedziane, a samo stwierdzenie „spodobało mi się” to zdecydowanie za mało. Od pierwszego startu „coś poczułem” 🙂 Jest to specyficzny rodzaj biegu mający wiele zalet. Po pierwsze, nie znam innego treningu który potrafi tak bardzo poprawić wydolność organizmu. Każde intensywne wbiegnięcie kończy się oddychaniem jak astmatyk, drżeniem nóg i spływającym potem z całego ciała. Ale wierzcie mi, warto. Interwały to przy tym pestka! Efekty poprawy czuć już kilka chwil po treningu. Po drugie, deszcz, wichura, śnieg czy upały nie są nam straszne. Czy to lato czy zima, zawsze biegnie się w stałej, umiarkowanej temperaturze. Po trzecie, zauważyłem, że po takim treningu (jak po ŻADNYM innym!) czuję się wypoczęty, umysł mam świeży, gotowy do pracy. Wiem że brzmi to jak paradoks, ale tak właśnie jest.
Przygotowania do tegorocznej edycji Biegu Po Schodach Collegium Altum rozpocząłem już w sierpniu. Rowerkiem do Altum, godzina biegania i powrót do Lubonia. Kilka takich treningów było na przełomie sierpnia i września. Bezpośrednie przygotowania to ostatnie trzy tygodnie, czyli od momentu rozpoczęcia roku akademickiego. Jako student UEP-u (Collegium Altum, budynek w którym odbywał się bieg, należy do Uniwersytetu Ekonomicznego), każdy dzień na uczelni starałem się wykorzystać na trening. We wtorkowe okienko-trening; w środy opuszczałem dwa wykłady żeby potrenować (no bo są w życiu sprawy ważne- nauka, i ważniejsze-bieganie, prawda?), w czwartki przed zajęciami-trening. Wyjątkiem był tydzień startu, kiedy to codziennie latałem sobie po schodach. Nawet w piątek, dzień przed zawodami, w dzień wolny od zajęć na uczelni wiecie co robiłem? Tak, biegałem po schodach Altum. W ostatnich dniach już nie mogłem doczekać się startu. Przede wszystkim dlatego, że miałem dość moich znajomych z uczelni, którzy patrzyli na mnie jak na kosmitę, gdy mówiłem im jak spędzam czas między zajęciami. Dość miałem także tej ciasnej, dusznej klatki schodowej pełnej cholernych, brzęczących jarzeniówek. Ale też czułem się świetnie przygotowany do tego biegu. Dawno nie miałem startu, który tak serio potraktowałem. Już od sobotniej pobudki byłem cały poddenerwowany, ale jednocześnie podekscytowany. Na niczym nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem o biegu. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio miałem bieg, na którego punkcie dostałem takiego bzika. Do biura zawodów dotarłem o 9, godzinę przed startem pierwszego zawodnika, 1,5 godziny przed moim startem.
Biegi organizowane przez p.Walewskiego charakteryzują się skromnym pakietem startowym. Płacisz mało, ale za to nie masz koszulek technicznych, frotek i innych gadżetów. Rok temu w pakiecie za 15zł był numer startowy i izotonik. W tym roku za taką samą cenę uczestnicy dostali numer i… 8 agrafek! Świeeetnie! Tego mi brakowało! Wcale nie mam w domu pół szuflady agrafek nazbieranych przez lata startów. No ale nie przyszedłem tu po fajny pakiet, więc nie narzekam. W biegu brało udział trzystu zawodników, którzy startowali wg numerów startowych, puszczani co 15 sekund. Pierwszy etap zawodów to eliminacje. Do finału awansowała najlepsza szóstka mężczyzn i kobiet. Finaliści następnie pokonywali trasę jeszcze raz, a o końcowych wynikach decydował bieg finałowy. Oprócz klasyfikacji generalnej i wiekowych rozegrano także mistrzostwa Polski studentów w biegu po schodach, mistrzostwa Polski nauczycieli akademickich, mistrzostwa Polski policjantów w biegu po schodach a także mistrzostwa Wielkopolski strażaków PSP i OSP w biegu po schodach.
Moim celem było pobiec jak najlepiej. Tylko tyle i aż tyle. To, że poprawię czas sprzed roku uważałem niemal za pewne (poprawiłem o 19 sekund). Mimo bardzo dobrego przygotowania, wiedziałem że czołówka biegu będzie poza zasięgiem. Więc po prostu, pobiec jak najlepiej. Nic więcej od siebie nie wymagałem. Na kilka minut przed startem, zdecydowałem się na „hiperwentylację”, czyli baaardzo głębokie wdechy i wydechy. Z dwóch powodów: po pierwsze w klatce schodowej jest duszno, po drugie przy tak krótkim i intensywnym wysiłku organizm potrzebuje ponadprzeciętnej ilości powietrza, co było zapewne słychać u każdego zawodnika od 10. piętra.
Bieg rozpoczynał około 30-sto metrowy dobieg do klatki schodowej. Kilka metrów przed pierwszym stopniem rozpoczyna się pomiar czasu. Zaczęło się. Pamiętałem o tym, żeby od samego początku nadal głęboko oddychać. W Altum nie jest łatwo złapać odpowiedni rytm, bowiem do piątego piętra jest nieregularna liczba schodów. Czasem 9, a czasem 10 stopni na półpiętro. Ponadto tam gdzie jest 9 stopni, to czasem wystaje krata, którą trzeba obiec co najmniej trzema krokami (co architekt miał na myśli, tego nie wiem). No ale właśnie po to tyle razy chodziłem tutaj na trening! Nie tylko po to, żeby wyrobić sobie kondycję, ale także po to, żeby wyrobić sobie technikę i zapoznać się z trasą. I wiedzieć, że na 9. piętrze trzeba uważać na wystający gwóźdź i że na 10. piętrze jest krzywa poręcz i że do 5. piętra będzie trudno złapać odpowiedni rytm! Od 5. piętra biegnie mi się dobrze. Czułem że mam dobre tempo, od razu złapałem prawidłowy rytm, tak jak zaplanowałem. W czasie biegu wyprzedzałem trzech zawodników, na szczęście (w porównaniu do zeszłego roku) ustąpili mi miejsca na półpiętrach, co w żaden sposób nie wpłynęło negatywnie na moje tempo i rytm. Biegłem jak w transie: prawa, lewa, prawa, krok lewą i w tym samym czasie podciągnąć się prawą ręką , w czasie podciągnięcia krok prawą, krok lewą na półpiętrze, przerzucić lewą rękę na drugą stronę . I tak w kółko. Od 5. piętra nie patrzyłem na nogi prawie w ogóle, skupiałem się na prawidłowej pracy rąk. Bieg nie kończy się jednak wbiegnięciem na 17. piętro. Na sam koniec wisienka (lub jak kto woli truskawka) na torcie- dwa zakręty, około 20 metrów dobiegu do mety. Kto tego nie doświadczył, nie ma pojęcia co to jest. Po niecałych dwóch minutach tak intensywnego wysiłku, kiedy kręci ci się w głowie, masz nogi z waty, musisz jeszcze przebiec po płaskim te dwa głupie zakręty. Najgorszy moment tego biegu, każdy zawodnik wam to powie. W biegam na metę i dowiaduję się jaki mam czas: 1:36.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jestem zszokowany, że wykręciłem tak świetny czas. Na treningach nie udawało mi się schodzić poniżej 1:41, a na dodatek, podczas treningów nie biegałem tej ostatniej prostej. Z drugiej strony nie czuję dużego zmęczenia! Pare głębokich wdechów, kilka łyków wody i gryzów jabłka i czuję się w porządku! Jakoś szybko to minęło. Przygotowując się do biegu zawsze w okolicach 14 piętra odcinało mi energię w nogach przez co wiedziałem, że jeszcze ze dwa, trzy piętra i koniec. Na zawodach tego nie miałem. Cały czas miałem moc w nogach, przez co nie zorientowałem się, że już jestem na górze. Adrenalina najwyraźniej zrobiła swoje. Mam świadomość, że 1:36 może być na granicy wejścia do finału. No i było na granicy. Wybiegałem ósmy czas. Do finału zabrakło mi dwóch sekund. Dwóch sekund! Pojawia się dość mocny niedosyt i rozczarowanie- czy mogłem pobiec szybciej? Na pewno mogłem, skoro nie padłem nieprzytomny na mecie. Gdzie straciłem te dwie sekundy? Co można było zrobić lepiej?
Rozczarowanie mija, gdy zostają ogłaszane oficjalne wyniki. Trzecie miejsce wśród studentów. „Trzecie miejsce w Mistrzostwach Polski Studentów w Biegu po schodach” brzmi całkiem poważnie, co nie? Ponadto zawodnicy nagrodzeni w klasyfikacji generalnej zwalniali miejsca w swoich kategoriach wiekowych. Tym samym, przez wakat zająłem 3. miejsce w kategorii M18-29. Jako nagrody otrzymałem dwie książki. Tym samym Bieg po schodach Collegium Altum to drugi bieg w moim życiu i zarazem drugi w tym roku, kiedy wpisowe zwraca mi się i to z nawiązką. Takie biegi to ja lubię.
Jeśli chodzi o te zawody jestem zadowolony z siebie. I Wiecie co? Nie chodzi wcale o miejsca i nagrody które wygrałem. Większą satysfakcję czuję z ciężkiej i długiej pracy jaką wykonałem żeby osiągnąć to co osiągnąłem. Patrząc na statuetkę za III miejsce wśród studentów, która już stoi na kominku, wiem, że bez ciężkiej pracy i poświęceń nie byłoby żadnych efektów. Dwóch studentów którzy byli szybsi są starsi ode mnie, co daje mi szansę na tytuł w tej kategorii w przyszłości. Mistrz Polski studentów w biegu po schodach! Może nie za rok, ale za dwa, trzy lata, powalczę o ten tytuł. To jest moje marzenie!
Na koniec dodam, że po trzech tygodniach intensywnych schodowych treningów wracam wreszcie do cywilizacji. Jak cywilizowany biegacz znów będę biegał po płaskim, jak cywilizowany student w czasie okienka pójdę na kawę ze znajomymi, jak cywilizowany porządny student pojawię się na wykładzie z ekonometrii.
Pozdrawiam Was ciepło, Michał

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.